Saturday, 13 August 2016
Bez zatrzymania
W poszukiwaniu dokumentów w szafce (których oczywiście nie znalazłam) odkopałam starą piosenkę i oszlifowałam. Piosenka jak piosenka, wysoka sztuka toto nie jest, ale uważam, że ma swój wdzięk. Naści.
Zbierałam perły wzburzyłeś morze
Znalazłam złoto ukradłeś złoże
Sadziłam drzewa siałeś szkodniki
Rzeźbiłam dzieło zjadły korniki
Ześlesz huragan wezmę wiatr w żagle
Przetoczysz głazy zbuduję wieżę
Niewiele myśląc pójdę do przodu
Póki się znowu z murem nie zderzę
Świat wciąż się kręci i nie wysiadam
Jestem odporna jak Wańka wstańka
Jeśli mnie stłuką znów się poskładam
Pobiegnę dalej bez zatrzymania
Wednesday, 10 August 2016
Żółta sznurówka
W czwartej klasie szkoły podstawowej wygrałam bieg klasowy, ale nikt tego nie zauważył.
Jako dziecko byłam ofermą, a przynajmniej taką zdobyłam opinię w klasach pierwszych i długo nie mogłam się jej pozbyć. Jestem wzrostu wyrośniętego hobbita, mam astygmatyzm i krzyżową lateralizację, zaczęłam nosić okulary dopiero po szóstej klasie, chociaż potrzebowałam ich już wcześniej (moja wada wzroku jest nieduża, ale mam problemy z oceną odległości). Chociaż teraz utrzymuję stosunkowo niezłą formę, szkolny WF był dla mnie źródłem stresu i udręki, a rodzice wychodzili z założenia, że skoro jestem zdrowa, to przecież nie będą mi załatwiać zwolnienia na lewo.
Nieuchronnie, z pewną regularnością, nadciągała zatem lekcja wuefu, a na niej:
- gry z piłką, z którą zderzałam się głównie niechcący, czyli siatkówka i koszykówka, gdzie byłam niechcianym dodatkiem sadzanym przez koleżanki na ławce, albo zbijak, który jest kapitalną okazją do podręczenia kujona
- lekkoatletyka - biegi na 60m i skoki w dal, w których zawsze byłam jakaś ostatnia i spinałam się do wysiłku usiłując nie widzieć podśmiewających się koleżanek
W rzeczywistości jak na mój wzrost i mało imponujące gabaryty byłam sprawnym dzieckiem. Jeśli dostałam wrotki, łyżwy, później narty, a nawet rakietkę pingpongową - radziłam sobie z tym wszystkim całkiem nieźle. Dziś pewnie wysłano by mnie na jakieś ćwiczenia dla dzieci z krzyżową lateralizacją, wcześniej dobrano okulary prawidłowo korygujące moją wadę i opinia ofermy nigdy by nie zaistniała.
Ale w latach osiemdziesiątych i na początku dzikich ninetiesów nikt się tym nie przejmował. Może dodam, bo nie wszyscy wiedzą, że w PRLu "nie było" astygmatyzmu, a z krzyżową lateralizacją radzono sobie... zalecając przestawienie mańkuta na prawą rękę (mama się na zalecenia wypięła i słusznie). Jak wiadomo, były to wspaniałe lata dzieci patologicznych wychowywanych na trzepaku, które się dzięki temu znakomicie hartowały… czyli Darwin w akcji. Jeśli byłaś ciamajdą, to zostawałaś ciamajdą i kropka.
Mieszkałam na Natolinie, nasza szkoła znajdowała się niedaleko Lasu Kabackiego i w czwartej klasie, czyli kiedy miałam 10 lat, wuefiści wymyślili nowe narzędzie tortur: biegi klasowe. Wyznaczono trasę - o ile pamiętam, dwa kilometry. Uczniowie zostali oznakowani w zależności od klasy. U nas to była fosforescencyjna żółta sznurówka do zawiązania na nadgarstku.
I puszczono nas w las.
Silniejsze dziewczyny pomknęły przodem, tuż obok chłopaki - to jeszcze ten wiek, kiedy wzrost i siła dziewcząt i chłopców nie różnią się za bardzo. Usiłowałam dotrzymać kroku, ale bezskutecznie, i chyba popełniłam też błąd startując za szybko, bo wkrótce zostałam z tyłu. Truchtałam tak jakiś czas, aż dostrzegłam, że ktoś jeszcze biegnie za mną i nie może nadążyć - moja koleżanka z ławki.
Nie pamiętam, czy było jej Asia czy Kasia, w każdym razie też była drobną blondyneczką i chyba nie miała takich rodziców, jak moi, którzy kupowali mi te łyżwy i wrotki. Wyraźnie nie nadążała, przystawała zamiast biec i była bardzo bliska tego, żeby zostać. Zwolniłam trochę, z powodów częściowo altruistycznych - przecież jej tak nie zostawię - i egoistycznych - przecież nie będę galopować sama przez las, no i zawsze można trochę wolniej. I zachęcałam przez całą trasę, żeby biegła, albo chociaż szła ze mną.
Dotarłyśmy do mety razem. Klasa patrzyła na nas nieco pogardliwie, przecież wszyscy przybiegli wcześniej. Chłopcy trochę się podśmiewali.
A potem nauczyciele oznajmili, że nasza klasa wygrała bieg.
Otóż, co się okazało - bieg uznawano za zakończony, gdy do mety dotarła cała klasa. I wszyscy mieli swoich maruderów, i tylko my się zmobilizowałyśmy. Moi koledzy chyba nigdy tego do końca nie zrozumieli, ale to my wygrałyśmy ten bieg. A nie oni.
Grupa jest tylko tak silna, jak jej najsłabszy uczestnik. W sporcie zawodowym tę maksymę stosuje się optymalizując drużyny i pozbywając się najsłabszych. W życiu, w rodzinie, w kraju już tak zrobić nie wolno. Ponadto ten najsłabszy w jednej dziedzinie może być znakomity w innej. Nie jestem materiałem na zawodowego sportowca, ale nieźle się sprawdzam w pracy umysłowej. Nie jestem asem relacji społecznych, ale mam przyjaciół, którzy mi potrafią je wyjaśnić. Ludzie się uzupełniają. A i cudza słabość może nas nauczyć, że czasem warto zwolnic.
Dobrze jest ćwiczyć i czasem przyjemnie się zmęczyć. Trzeba jednak pamiętać, że kult sprawności, tężyzny fizycznej, a nawet konkurencji - jeśli go nie wspieramy etyką - może się łatwo przerodzić w pogardę dla słabszych, a ta z kolei jest nieodzownym składnikiem odradzającego się faszyzmu.
I są takie sytuacje, że to ten słaby może dla nas wygrać kluczowy bieg.
Żółtą sznurówkę zachowałam. Leży gdzieś w szufladzie.
Friday, 24 June 2016
Asystent czarodziejki FAQ
Będzie updatowane w razie potrzeby.
Czy tam rzeczywiście występują smoki, czy to tylko taka piękna okładka?
Dziękuję, okładka jest rzeczywiście bardzo piękna i zapraszam na stronę jej autorki. Tak, występują tam smoki, ale niczego więcej nie będę zdradzać.
Czy to jest YA?
Niezupełnie. Bardziej - fantastyka przygodowa bez limitu wiekowego. Gatunek YA to wynalazek marketingowy, wyodrębnił się dopiero ostatnio i zawiera, o ile się orientuję, nastoletnich bohaterów oraz/lub dominujące wątki miłosne. Bohaterowie „Asystenta” są dorośli, a wątki miłosne nie pełnią najważniejszej roli w fabule; właściwie książka jest pod tym względem trochę „retro”, bo pasowałaby w sam raz do tytułów fantasy sprzed kilkunastu lat. Od razu mówię, że gustuję w powieściach przygodowych różnej ciężkości. Lubię ten gatunek, znam jego cechy, ograniczenia i zalety, lubię też dyskutować z konwencją (to naprawdę nie jest tak, że odmrożono mnie po tysiącletnim śnie w alpejskim lodowcu i stwierdziłam, że hm, nigdy tego nie było).
Na skali powagi Asystent sytuuje się gdzieś pomiędzy środkowymi Pratchettami a środkowym Sandersonem.
(Skorzystam z okazji i ostrzegę, że wcześniejszy cykl Miasto Magów, urban fantasy, gdzie główna bohaterka to rzeczywiście nastolatka, jest cięższy gatunkowo i nieco mroczniejszy. )
Jeśli spróbuję innego gatunku, bo niczego nie wykluczam, na pewno o tym poinformuję.
Co to znaczy „science fantasy”? Co ty sobie wymyślasz, ty autorko ty? Czy w ogóle istnieje taki gatunek?
Tak jest wygodniej napisać, niż „fantasy, w której występują również elementy science-fiction, a jej bohaterowie zachowują się jak naukowcy”.
Kiedy drugi tom?
Prawdopodobnie pod koniec tego roku. Edit: data premiery Utraconej Bretanii została ustalona na 21 września. Sądzę, że niektóre księgarnie nie wytrzymają i podobnie jak z "Asystentem" książka pojawi się w nich już dwa-trzy dni wcześniej.
I ile tego w sumie będzie?
Planowałam trzy tomy, pierwszy został podzielony na dwa ze względu na objętość. Docelowo planuję trzy jednostki spójne fabularnie, a jak to wyjdzie w tomach, to zobaczymy. „Asystent czarodziejki” i „Utracona Bretania” to spójna całość. Nie wykluczam spinoffów.
Czy będą mapki?
W drugim tomie na pewno nie - trochę na to za późno. Główny problem polega na tym, że nie lubię i nie umiem rysować map. Na geografii miałam z tego tróję z plusem, równej kreski nie postawię choćby zależały od tego losy świata, poza tym jestem niezdecydowana - pewnie musiałabym po redakcji przesuwać miasta i rzeki - mogę rysować mangowe ludziki, ale nie mapy. Ktoś musiałby to zrobić za mnie.
Czy wiesz, że „złoto” to po francusku „or”, a nie „aure”?
No dobrze, ściemniam, tego pytania nikt mi jeszcze nie zadał. Wiem, ale czytane na głos brzmi tak samo, a w druku wygląda znacznie ładniej.
Hej, autorko! Piszesz - cykl "Miasto magów". A znamy tylko pierwszy tom! To kiedy Mandala?
Soooon. Soooon.
Obserwujcie najbliższe Bookrejdże.
Wednesday, 22 June 2016
Tak samo jak ludzie, Funky. Żadnej różnicy.
Mniej więcej rok temu byłam na kursie obrazowania w Heidelbergu. Wywiązała się wtedy rozmowa o rasizmie. O tym, że postdocy z Indii czy też Meksyku boją się wyjść na ulicę, żeby ich nie pobito. Pytano mnie, czy u nas tego nie ma. Odpowiedziałam, że nie.
To było wtedy.
.
.
Wiem, TLDR. Zrobić mema z kotem, żeby dotarło do tych, co nie potrafią czytać.
.
.
.
Zastanawiam się, czy ktoś sobie potrafi przypomnieć nastawienie do świata sprzed półtora roku, a przydałoby się. Więc chciałabym może przypomnieć i sprowadzić co poniektórych do parteru, chociaż, do cholery, nie wierzę, że mi się uda. Czasem znajduję moje stare notki, gdzie sprzeczam się z jakąś tezą utartą jak koleiny w gruntowej drodze na Mazurach i widzę, że nic się nie zmienia. Ale spróbuję.
Słuchajcie. Świat nie jest biały.
Naprawdę nie jest biały. Wystarczy się przejść po lotnisku poza krajami Unii. Wystarczy pojechać na daleki Wschód, żeby moje włosy typu ciemny polski blond były absolutnym wyjątkiem. Nawet biali nie są tak biali jak u nas, bo tutaj jest, kurde, zimno przez 10 miesięcy w roku i nie możemy się nawet porządnie opalić. Nie dość, że świat nie jest biały, to najczęściej jest to mu całkowicie obojętne. My jesteśmy dla nich egzotyką. Jeżdżą turystycznie w nasze rejony, jeśli zechcą, ale wolą bliższe kierunki, takie jak Japonia. Widziałam, jak rodzina Sikhów w turbanach fotografowała się z Japonkami w kimonach. Jedni i drudzy wyglądaliby dla nas jak pochodzący z innego świata, a jestem pewna, że były to zwykłe Zdziśki i Anie, zachwycone wycieczką. Jak wszędzie.
Polska od czasu upadku Żelaznej Kurtyny staje się coraz częstszym krajem docelowym dla wycieczek turystycznych, wymian studenckich, specjalistów (na przykład IT) i postdoków. Z Ameryki, Europy, Azji. I tutaj, moi drodzy, może was zaskoczę: oni w większości nie są tak biali, jak do tego przywykliśmy. Bo świat nie jest biały!
Przyjmując jakiekolwiek założenia wobec przyjezdnego na podstawie wyglądu nie tylko jesteście rasistami, ale także niszczycie polską tradycję gościnności.
Może nie jesteście ludźmi, którzy biją przypadkowych studentów w parkach, ale nakręcacie klimat przekazując rozmaite internetowe memy. Bo OMG islamscy imigranci nas zjedzą. Bo wybuchy tutaj, eksplozje tam. News at eleven - świat jest niebezpieczny, a ludzie jako gatunek dość agresywni; wojny są rzeczą częstą i nie chcemy, żeby ich skutki pojawiały się u nas. Tylko, że wiecie co - ponieważ świat nie jest biały, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że produkujecie wymówki dla kolejnego supermena na sterydach (duża klatka, mały ptaszek), żeby dał w zęby pierwszemu napotkanemu obcokrajowcowi. Bo będzie mu się wydawało, że broni nas (a raczej swojego ego) przed najeźdźcą. Tymczasem istnieje 99,9% prawdopodobieństwa, że to nie tylko nie jest żaden najeźdźca, albo nawet „uchodźca” czy też „imigrant ekonomiczny” (bić słabszego i biedniejszego też jest źle, tak btw), tylko specjalista IT z Ameryki Południowej albo hinduski doktor neurobiologii. Albo co tam, niech będzie i Syryjczyk, taki na przykład zaaklimatyzowany od paru lat. Jeszcze trzy dekady temu mielibyście z Syrią czy też Algierią same pozytywne skojarzenia, budowaliśmy tam jakieś mosty. Bo co?
Bo świat nie jest biały!
Teraz, pamiętacie taką piosenkę o Makumbie? Była nieco naiwna, opierała się na stereotypach i nie spełniała współczesnych standardów, ale kij z tym, intencje były właściwe i ludzie nawet je wtedy pojmowali.
No więc Makumba, po tym jak się dorobił samochodu i bulteriera, miał także średnie polskie 1,4 dziecka w rodzinie. Te dzieci są w tej chwili dorosłe. Są też stuprocentowymi Polakami - potrafią dyskutować o Mickiewiczu, kląć po polsku, a nawet pić wódkę, co czyni ich bardziej polskimi niż ja, bo jestem niepijąca. Mają polskie gesty i mimikę. Narzekają, że nie da się żyć wtymkraju. Tak samo chodzą albo nie chodzą do kościoła, mają podobne poglądy polityczne, niektórzy nawet popierają dokładnie te partie, których zwolennicy najchętniej daliby im w zęby.
I co więcej, to nie są pierwsi niebiali Polacy jacy istnieli. Nie żyliśmy w próżni i takie postacie, jak generał Władysław Jabłonowski pojawiały się w historii. Wy myślicie, że janczarzy Augusta II to się nie wmieszali w naszą zupę genetyczną? I co, odpolaczyło nas? Zmieniło? Nie bardzo. Czasem żałuję.
Uważacie nadal, że was to nie dotyczy? Teraz tak: dla wspomnianego karka na sterydach niebiały jest także człowiek, który żyje w cieplejszym klimacie i się opalił. A także przypadkowy Hiszpan, Włoch albo po prostu rodzimy brunet. Karnacje skóry i kolory włosów są w Polsce zróżnicowane i chociaż z braku słońca widać to zwykle tylko przez dwa-trzy miesiące w roku, niejeden Polak jest w stanie osiągnąć śniadą cerę. Nawet więcej, w tej samej rodzinie, z tych samych rodziców trafia się nieraz fenotyp pszenno-buraczany oraz śniady, bo po prostu tak działa biologia.
Tak, że jeśli nie trafiają do was argumenty z gatunku: bądźmy empatyczni dla innych ludzi, bądźmy po staropolsku gościnni, zachowajmy zdrowy rozsądek w obliczu podgrzanej sytuacji na świecie, nie nakręcajmy atmosfery strachu, na której tak fajnie zarabiają brukowce, powiem wprost: popierając rasistowskie memy i przekazując rozdmuchane plotki zwiększacie prawdopodobieństwo na to, że pijany kark na sterydach pobije waszego kolegę, brata, siostrę albo was, bo was po ciemku zaklasyfikuje do złych terrorystów.
A jeśli naprawdę chcecie większego bezpieczeństwa w waszej okolicy, zwracajcie uwagę przede wszystkim na niebezpieczne, niezgodne z prawem zachowania i agresywnych ludzi. Rozmawiajcie, żeby znać tego drugiego człowieka, żebyście nie byli dla siebie nawzajem obcy. I trzymajcie się razem, żeby się wspierać i pomagać sobie nawzajem w razie kryzysów. Bo te niewątpliwie nastąpią.
Thursday, 14 April 2016
Asystent czarodziejki. Zapowiedź.
Chciałabym z radością was poinformować o oficjalnej zapowiedzi "Asystenta czarodziejki" na stronie wydawnictwa Nasza Księgarnia.
Ostatecznie powieść ukaże się w dwóch tomach (drugi, pod tytułem "Utracona Bretania", jest planowany na koniec tego roku :)).
Okładka jest piękna. Autorstwa Mileny Młynarskiej.
Mówią mi, że - w dobrym sensie - retro i ja się z tego bardzo cieszę, bo to jest dokładnie taka książka, jakiej chciałam, a musiałam sobie sama napisać.
Tuesday, 29 March 2016
Revenge of the Sith: how it should have ended
A scene at the balcony. Padme and Anakin are talking.
Anakin: I had a nightmare. The same I had about my mother. It was about you. You… you died in childbirth.
Padme: Do your visions determine the future, or are only one of the possible futures?
Anakin: Yoda says the future is always on the move. There are many possibilities.
Padme: Come to think of it, I haven’t had any medical checkup lately.
Anakin: And now you’re talking!
(the couple hurriedly goes to the doctor, a shady type that asks no questions about senators and Jedi fathers).
***
Later, at the clinic.
Doctor: I have good and bad news. Good news is, these are twins.
Anakin: !
Doctor: Bad news is that it’s a high risk pregnancy. You, lady, should lie down in the hospital and you, above all, do not stress her.
Anakin (on the side, to Padme): So it’s decided then. To have proper medical care for you, we must come out of the closet.
Padme (on the side): But Anakin! They will expel you from the Jedi order, and since you’re one of the most important generals at war, the whole front will collapse.
Anakin: They will keep me long enough to end the war. Yoda is wise.
Padme: Not everybody will vote like Yoda. For example, Obi-wan is an idiot.
Anakin: True that…
***
Later, at the congress.
Chancellor Palpatine: Hey, what’s up, Skywalker. You look so glum today.
Anakin: My friend… has a problem no Jedi can advise him about.
Palpatine (with understanding): Is this friend a Jedi? Is it, by any chance, because of a woman? That happens more often than your Jedi friends would like to admit.
Anakin: My friend has to choose between his career responsibilities and his family. Do you know anybody who had a similar problem and could advise me?
Palpatine: Ah, Anakin, this happens all the time. Did nobody tell you? It is possible to have it all.
(sinister smile)
Join the Dark Side and I will show you how.
Subscribe to:
Posts (Atom)
